Początki kalendarza adwentowego sięgają podobno 1851 roku. W pierwotnym zamyśle kalendarz adwentowy miał być zachętą do intensywnego i twórczego przygotowania się do świąt Bożego Narodzenia aby wzmacniać radość z oczekiwania na Dzieciątko Boże. Już wtedy przyjął się zwyczaj, aby każdego dnia wieszać w domu obrazek dotyczący świąt i przyjścia na świat Jezusa.

Innym pomysłem było zapalanie codziennie jednej z 24 świeczek. W domach katolickich najczęściej wkładano po jednym źdźble słomy do szopki aż do Wigilii.

Jedno jest pewne, że inspiracją powstania adwentowego kalendarza była tematyka skoncentrowana wokół duchowego przygotowania do świąt Bożego Narodzenia.

Być może inspiracją do stworzenia kalendarza adwentowego miało być „podkręcenie” nastroju świątecznego w tym przepięknym okresie oczekiwania, ale nie można zapomnieć, że miał on służyć przede wszystkim takiemu przygotowaniu, które byłoby wypełnione sensem i właściwą treścią skoncentrowaną na narodzeniu Jezusa w tajemnicy Wcielenia. Stąd podejmowane postanowienia, wyzwania i cele miały służyć wewnętrznemu rozwojowi i dyscyplinie a kalendarz adwentowy miał w tym dopomagać.

Obecnie, komercjalizacja kalendarza adwentowego sięga szczytów. Możemy spotkać przeróżne jego formy opierające się na przyziemnych potrzebach i zmysłowości ludzkiej. I tak spotykamy kalendarze adwentowe w tematyce od pielęgnacji ciała do rozkoszy podniebienia dla mężczyzn i kobiet, a pod kolejnym dniem adwentowym znajdują się przeróżne i bardzo śmiałe upominki. I rodzi się pytanie czy takie propozycje kalendarza mają coś wspólnego i są rzeczywiście pomocne w duchowym przygotowaniu do świąt Narodzenia Jezusa? Czy nie są raczej wywołaniem takich emocji i wzruszeń aby stworzyć magiczną, świąteczną aurę i przyśpieszyć to, co ma nadejść w swoim czasie? 

Współczesny człowiek nie jest przygotowany do czekania i oczekiwania. Dotyka nas wszystkich wszechobecny pośpiech i oczekiwanie efektów naszej pracy tu i teraz. Nie potrafimy, nie chcemy i chyba już nie czujemy potrzeby zatrzymania się, aby ofiarować sobie cenny czas refleksji, a temu właśnie ma służyć Adwent - zadumie, medytacji i sensownemu czekaniu. Tak poleca nam Kościół.

Nie bójmy się, wystarczy nam radości świątecznej w swoim czasie, i nie musimy odbierać Adwentowi jego właściwego celu i przeznaczenia. Dobrze przeżyte przygotowanie do radości Bożego Narodzenia będzie piękną kontynuacją naszego Adwentu, bo w rzeczy samej jest ono radosnym oczekiwaniem. I chyba z pełną odpowiedzialnością możemy założyć, że „magia” tego czasu (Adwentu) może dokonać się poprzez owocne, duchowe przeżycie tego wyjątkowego okresu. 

I jeszcze. Warto powrócić do przeżywania symboli poszczególnych świąt w życiu Kościoła, tak, jak zostały do tego przeznaczone, a odkryjemy piękno i głębię poszczególnych okresów liturgicznych. Nie będziemy szukać zamienników i tanich rozwiązań. A w Adwencie powróćmy do Mszy świętych roratnich, gdzie w centrum stoi Maryja, patronka Adwentu, do pieśni adwentowych, które ukazują początki historii zbawienia, do praktyki podjętych postanowień, do wewnętrznej walki, do przekraczania, tego, co wydaje się czasem nieprzekraczalne, po prostu do „inwestycji” w duchową formację.

Wtedy nasz Adwent będzie twórczą przygodą, wewnętrzną wędrówką w głąb siebie samego, a dzień Bożego Narodzenia prawdziwym wybuchem radości.

s. Dawida Prusińska CST